Załóż bloga Zaloguj się




Ku Tobie

envoy 06 Luty, 2010 18:37 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

 

 Czasem jestem bliska płaczu... Kiedy wszystko wali się na moją głowę, a życie wciąż mnie przygnębia. Kiedy nie potrafię czegoś zrobić, kiedy coś jest za trudne... Zwracam wtedy mą twarz ku burzy poduszek i zakopuję się najgłębiej, najgłębiej... Zamykam oczy i widzę Twą twarz. Analizuję minione dni i sytuację i jakże żałuję, że nie jestem taka jak Ty... Twój spokój i powaga wywołują na mnie wrażenie, nawet jeśli nie uznaję autorytetów. Twój wzrok milczy i usta milczą i czuję już tylko obecność, którą chciałabym mieć przy sobie zawsze... Może kiedyś się odnajdziemy, może kiedyś... Ale teraz milczę i wiem, że już jestem spokojna, że muszę iść dalej.


Osamotnieni

envoy 30 Styczeń, 2010 11:51 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

 

 Jesteśmy cisi i głusi, świat nas nie obchodzi. Jesteśmy samotni, nawet, gdy jesteśmy razem. Tuż obok siebie, remię przy ramieniu, a między nami bezdenna otchłań. Ma myślą prowadzę most ku Tobie, lecz nie widzę brzegu, urwiska. Słabe światełko nadziei rozjaśnia mrok i nadlatują demony. Otaczają mnie i jestem pżerażona, czuję się samotna i słaba. Twój wzrok jednak mnie sięga. Chwytasz mą dłoń i w oddali widzę już drugi brzeg, a na nim Ty ze zwym spokojnym spojrzeniem. 


Dlaczego Nie Jestem Jak Inne

envoy 02 Grudzień, 2009 19:10 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

 

 Nie jestem motylem, jak tamte dziewice. Nie płynę lekko z wiatrem na kwiat. A czerwoności moje lice nie wystawiają twarzy na świat. Nie jestem zwiewną, delikatną, nęcącą – o ambicji przeżycia najwyżej rok. Nie nastawiona jestem na miłość gorącą, by potem odejść – nie taki mój tok. Widok mój nie wywołuje błogiego uśmiechu i marzeń drżących podniebną opoką. Nie wywołuję z piersi cichego oddechu i nie zachwycam cudem swych barw.

  Jam orłem podniebnym z rodu Bielice! Jam sama szybka jak wiatr! Wyrywam mym wrogom z gardeł tętnice i rozlewam ich krew jak kat! Ja jestem by zachwytem potęgi powalać, by mogli ludzie Boga wychwalać. By dech wolności, nadziei utrwalić, by ludziom marzenia zostawić. Gdy spojrzą w niebo, ujrzą godność przeczystą i honor, oddanie i zew. Skrzydłem potężnym, jasnym i białym uderzam o drugi brzeg. Pomiędzy Ziemią i Niebem mnie los postawił, gdzie ludzki unosi się śpiew. Dlatego nie nęcę, nie kuszę w ich ręce, lecz swoją oczyszczam krew.

 

 

 


MiłOśCi - Ku Tobie Me Oblicze

envoy 30 Listopad, 2009 18:51 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

 O Miłości... Twa woń jak kwiat nietknięty drażni zmysły moje. Czuję Cię całą sobą i w sobie. Ty sprawiasz, że serce me drży w przestrzeni zatrzymane. Niepokój dech w piersi zapiera, gdy widzę Ciebie duszy oczyma. Jakże to rzec, żeś wieszczów zgubą, żeś wojenki i nieporozumień lubą? Czyźli tak czyste uczucie, czystsze niż łzy Anioła można równać ze zdradą zgoła? Któż waży odepchnąć się Ciebie od siebie, kiedy tak niepokorna nie słuchasz nikogo? Któż waży się Ciebie potraktować wrogo? Ty swe palce kładziesz na umysły moje i czuję Twej dobroci kojące zdroje...


Samotność W Ukryciu

envoy 27 Listopad, 2009 19:09 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

  Nikt nie pojmie mej samotności... Choć otaczają mnie zewsząd ludzie, ja wciąż jestem samotna. Odkąd pamiętam, moje życie było wielką pustką, bo zawsze brakowało w nim kogoś, kto mógłby uchwycić mnie mocno w ramiona i powiedzieć: „Nie lękaj się, ja jestem z tobą...” Zawsze patrzyłam wielkimi oczyma dziecięcej naiwności i ufności, wyczekując tego dnia, kiedy ktoś wreszcie w ciemnościach uchwyci mnie za rękę i poprowadzi drogą pojednania.. Lecz....

  Często zastanawiam się nad sobą i swoim postępowaniem, osobowością. Czy mam się dla kogoś zmienić, aby mnie dostrzegł? Wśród tego wielkiego tłumu ujrzeć można jedynie mą twarz... Sądzę, że zbyt szanuję siebie, aby stać się kolejną podrzędną marionetką... Może się mylę... Może robię źle... Nieustannie poszukuję czegoś, sama nie wiem... Jeżeli chodzi o mężczyzn w moim życiu... Cóż, było kilku, ale... Sądzę, że trzeba by mnie zrozumieć, aby mnie pokochać. A czasem jest to trudne nawet dla mnie. Ludzie nie potrafią mnie dogonić, bo ten świat w którym żyjemy... nie jest moim światem. Wciąż stoję ponad ich głowami, wciąż oczekuję czegoś więcej i w palce próbuję uchwycić wiatr. Moja myśl wciąż wędruje tam, gdzie inni... dotrzeć nie mogą. Potrzebuję kogoś, kto zatrzymałby ze mną czas. Kto dzieliłby moje myśli i serce. By dwoje oczu nie patrzyło na siebie, lecz w jednym kierunku... i duszą dotykało gwiazd... „Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga. Łam, czego rozum nie złamie.” Ja sięgam i łamię, ale... jestem w tym strasznie osamotniona...

 

 


DLACZEGO KRZYŻ?

envoy 26 Listopad, 2009 17:11 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

 

„Krzyż, w przeciwieństwie do koła,

ma w sobie sprzeczność, zderzenie,

paradoks. Koło mieści w sobie doskonałość,

lecz mimo doskonałości i nieskończoności

– jest zamknięte.

Krzyż ramionami przebija granice.”

 

Gilbert K. Chesterton

 

 


Krzyżu, któryś najświętsze oblicze

Chrystusa umiłowanego w godzinie tej trzymał...


Krzyżu, który przyniosłeś nam zbawienie,

Postaw swe piętno na każdej duszy.

Krzyżu, który zadajesz nam cierpienie,

Niech nasza wiara się nie zawieruszy.

Krzyżu, który ratujesz mnie ode złego,

Uratuj także każdego innego.

I wybacz nam, jako my sami... … …

Choć my sami,

Wybaczać

Już nie umiemy...

 

 


Kochamy Cię Alleluja!

envoy 25 Listopad, 2009 19:05 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

 - Na moją komendę – baczność! - Jak za każdym razem przyjęliśmy prawidłową postawę. - Pokryj, wyrównaj! - Zaczęliśmy równać wszelkie odległości i linie, tak by wszystko było dobrze zachowane. Staliśmy teraz w niemal idealnym dwuszeregu. - Posprawdzać czy kieszenie zapięte, sznurówki, czy wszyscy mają pas... - Wymamrotał nasz kolejny gość, tymczasowy dowódca. Zabraliśmy się za sprawdzanie. Kilku pognało z powrotem po pasy, inni w pośpiechu dokładnie wiązali buty i chowali sznurówki, a jeszcze inni – w tym ja :) - dopinali kieszenie mundurów. Czasem człowiek nie przypilnuje i można niezłe baty zebrać. :) Bardzo dobrze, popieram. Należy szkolić i tępić, bo ta dzisiejsza młodzież... ech. :) A my to dopiero! Musimy prezentować godną postawę i zachowanie, zwłaszcza w mundurze. To zaszczyt móc go nosić i każdy z nas powinien o tym pamiętać.

  Kiedy w końcu wyruszyliśmy w teren, dowódca podzielił nas na dwie grupy i jedną przyporządkował swemu koledze – kolejnemu dowódcy, który dołączył nieco później, a drugą zabrał ze sobą. Mnie udało się iść z tym, który pojawił się jako pierwszy. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle...

  Przez kilka godzin przekazywał nam nieco wiedzy o maskowaniu się w terenie zalesionym, była to teoria, a potem sami musieliśmy ćwiczyć w praktyce. Jest to niezwykle trudna sztuka i trzeba mieć naprawdę dobre wyczucie, żeby odpowiednio dobrać maskowanie. Najgorsze, jeżeli trafi się teren otwarty, jak na przykład pole. I co wtedy? No właśnie.

  Poza tym było trochę biegania, ale przede wszystkim pompki. Najróżniejsze, z różnych stron świata. Nasz dowódca lubował się w pompkach i znał ich rodzajów naprawdę wiele... Na nasze nieszczęście...

  Bieg... Zagłębiliśmy się w las. Trzeba było przemykać cicho i sprawnie.

 - Granat!!! - Padliśmy na wznak. Każdy gdzie stał, tam leżał. Nie ważne czy trawa, czy runo leśne, czy kałuża. Jeżeli było jakieś wgłębienie w ziemi, należało je wykorzystać. Nie można było wybrzydzać, bo od tego zależało nasze życie. - Powstań! - Zebraliśmy się i pobiegliśmy dalej. Musieliśmy przechodzić przez duże wzniesienia i głębokie wąwozy. Teren w tym lesie był wyjątkowo... ciekawy i można tam było odnaleźć wszystko. Od wyschniętych polan, po geste krzaki, których nie oszczędził nam dowódca... Nagle moim oczom ukazał się mały uskok, a tuż za nim niewielkie mokradło. Moje oczy spojrzały dalej, a tam ujrzały długie, brązowe, zarośnięte bagno. Kolega idący przede mną zatopił się w nim po kolana... Z trudem moje gardło przełknęło ślinę. Teraz moje nogi zaczęły grzęznąć w tym bagnie...

 - Granat!!! - Wrzasnął dowódca. „O nie...” Plask! Moje zwłoki upadły na twarz. - Powstań! - Dotarło do moich uszu i się podnieśliśmy. Rozległ się ogólny śmiech, kiedy grupa zobaczyła mnie i kilku innych – szczęśliwców. Ale nie było czasu na śmiech, musieliśmy biec dalej. Każdy już niemal konał, każdy miał już dosyć. Ale to nie był jeszcze koniec. Nasz wyrozumiały dowódca wyciągnął nas na błotnistą polanę. Na niebie jak nigdy pojawiło się prażące słońce. Dla naszych umęczonych ciał i umysłów była to prawdziwa katorga... Zaczęliśmy wykonywać ćwiczenia. Czołganie, jumpingi, przysiady, no i oczywiście... pompki. Najwspanialsze było to, że kiedy ktoś nie ćwiczył, bądź wykonywał dane ćwiczenie niepoprawnie, musieliśmy robić jeszcze raz i jeszcze więcej. Tak więc zwiesiliśmy się na pompkach. Gdzieś za mną padło ledwo wykrztuszone „O kur...”

 - Kolejne dziesięć za kolegę. - Zawyrokował dowódca. To była rzeź... I tak od nowa i tak odnowa... Za chwilę ćwiczenia padnij, powstań. I tak na okrągło przez jakiś czas. A potem znów bieganie, granat i bieganie. Kiedy już nie mogliśmy, koleżanka wraz ze mną dla pokrzepienia zapodała nutę: Kochamy cię! Alleluja! Kochamy cię! Alleluja! Kochamy cię! Alleluja! Alleluja! :)

 - Ja wam na dziś dziękuję, do zobaczenia wkrótce. Do swoich zajęć w tył – rozejść się! - Rzucił dowódca z uśmiechem na twarzy, a my padliśmy na podłoże, ledwo zipiąc. Kiedy już w końcu udało nam się jakoś pozbierać, moje nogi skierowały się powłóczystym krokiem w stronę szkoły.

  - J...na...! - Usłyszawszy swe imię, odwróciłam się do Klaudii. Wyglądała jak siedem nieszczęść. Było nam ciężko, ale jak zawsze moje usta zdobyły się na uśmiech.

 

 

"Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać."

                                                   Ernest Hemingway

 

I z tym pozostańmy do końca! ;)



SłOdka Codzienność. :)

envoy 25 Listopad, 2009 15:29 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

 

- Masakra jest z tobą... - Adam wytrzeszczył na mnie oczy widząc, jak szaleję na jego komputerze w Counter Strike. Z jednej strony było dla niego upokorzeniem, że został przeze mnie pokonany, a z drugiej dziwował się i dziwował...

- Ech... - Moje oczy czujnie wyczekiwały potencjalnej ofiary w postaci funkcjonariusza policji. - Tak długo ze mną przebywasz, a wciąż nie wiesz, że moje drugie imię to Szok i Trwoga?

- Chyba pierwsze!

- No tak! Zgadzam się! … Ha! - Właśnie udało mi się ściągnąć kolejnego przeciwnika. - To co? Gramy w tego S.T.A.L.K.E.R. - a? - On przewrócił oczyma z zapytaniem czy wciąż nie mam dość. Można było spodziewać się odpowiedzi zwłaszcza, że mój komputer to taki mały trupek, na którym S.T.A.L.K.E.R. jeszcze pójdzie, ale Resident Evil 5 już nie... Chyba, że kupiłoby się kartę grafiki... Hmm, hmm...

- Tragedia jest z tobą. Jedna wielka masakra! Czy twoje zachowanie choć raz w życiu uda mi się przewidzieć? Twoja zmienność jest nieznośna. Raz lód raz ogień! Czy...

- Uspokój się, bo się spocisz...

- Grrr!

- Peszek. - Ach, jak ja lubię kiedy on się wścieka. :) Mzyka dla moich uszu...

- Ten twój peszek prześladuje mnie cały czas!

- Życie.

- Jeszcze jakaś błyskotliwa myśl?

- Twoje. - Westchnął bezsilny i opadł na łóżko. Po wielu burzliwych konwersacjach ze mną naprawdę czuł się przeżuty i wypluty.

- Nie mam już sił na ciebie...

- Adam, czy ty w ogóle masz kontakt z mózgiem? - Wtem do pokoju wpadł Tomek z szerokim uśmiechem na ustach i standardowym zapytaniem, czy my tak zawsze. Edi szepnął mu na ucho, że lepiej pozwolić myśleć swojemu przeciwnikowi, że to on ma kontrolę. Z mojego gardła wydało się ciche parsknięcie. A co ja cały czas robię? Spojrzeli na mnie, ale moje oczy powędrowały na monitor z udawaniem napadu kaszlu, że niby moje ucho nic nie zarejestrowało. Zaczęli robić jakiś niby pakt, czy plan taktyczny, a mój umysł przyjmował to z pożałowaniem i wielkim śmiechem.

- No, nareszcie znalazłeś sobie godnego sprzymierzeńca, bo sam jesteś zniewieściały gorzej niż ja! :) W życiu byś mnie nie pokonał! Może razem wymyślicie coś nowego, bo twój procesor już dawno spłonął w ogniu wiecznego potępienia, który teraz czeka na ciebie...

- Jaką masz ocenę ze sprawdzianu z matmy?! Hę? - Wypalił nagle.

- Hmmm... - Moje oczy powędrowały po pokoju w udaniu, że nie mam pojęcia.

- Ha! A ja pięć!

- Ty chamie!

- Ha! Myśl, że w czymś choć raz mogę być lepszy nie daje ci spokoju!

- Błaha ha ha! Pomyśl… - Rozległ się mój przezorny i pouczający głos.

- Zaraz! A co ty masz?!

- A bo ja wiem...?

- No widzisz! Więc jednak jestem lepszy! Zło jednak potrafi wygrać! - Nie ze mną – zahuczało w mojej głowie.

- Panie Boże... Tonę cierpliwości... - Mój szept poniósł się po pokoju, a głowa zaczęła kiwać się z politowaniem. Akurat wiem jaką mam ocenę, tylko wolę nie wyjawiać mu takich danych, niech sobie myśli co chce. :) I wcale nie była gorsza. (Cud – matma i ja to ogień woda.:) Heh...

- Adam... Jesteś dla mnie za cienki... - Tomek siedział pod ścianą i umierał ze śmiechu, a Klaudia i Marzena stały pod drzwiami i cicho chichotały. To akurat była jedna ze spokojniejszych naszych rozmów, całkiem kulturalna. Czasami kiedy się rozkręcę, nasi kumple błagają nas, żebyśmy przestali. Ale ja wciąż rzucam kolejnymi testami, a oni walają się po ziemi z wielkim bólem brzucha ze śmiechu. Najfajniejsze jest to, że Adam wciąż mówi, żeby mój mózg się bardziej postarał, ale ja się w ogóle nie staram. Samo przychodzi. :)

 

Pozdrawiam serdecznie i weny twórczej życzę. ;)


Czteropak + 1 Gratis! ;)

envoy 24 Listopad, 2009 18:48 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

 Dziś opowiem o mojej wesołej paczce znajomych. Jeszcze kilka tygodni temu niemal każde z nas wędrowało własną drogą, pomimo iż widywaliśmy się prawie co dzień. Zupełny przypadek sprawił, że połączyliśmy się nikłą nicią przywiązania, która jednak nie pozwala nam zapomnieć o każdym z naszego grona. Zaczęło się od głupiego hasła, że wpadamy do Ediego – Adama na noc filmową. No i zostało to zrealizowane.


 Klaudia. To moja wspaniała przyjaciółka, z którą spędzam mnóstwo chwil. Głównie jednak widujemy się w szkole. Wiemy o sobie już od dłuższego czasu, że jeżeli się nie rozumiemy, to na całej linii, a jeżeli się rozumiemy, to bez słów. I sprawdza się to wciąż i niezmiennie. :) Chodzimy do tej samej klasy, jak można się domyślać siedzimy razem w ławce i pędzimy życie na obcowaniu ze sobą. Czasem mamy siebie serdecznie dość i przyprawiamy się o furię. Wspaniałe jest jednak to, że kiedy coś nas boli, kiedy mamy jakiś żal, nie chowamy tego w sercu. Prosimy o rozmowę i szczerze wyznajemy co nas boli. Może to właśnie dlatego tak długo ze sobą wytrzymujemy, pomimo niezgodności charakterów. Jest to piękne i naprawdę to doceniam, bo wiem, że mogę na niej polegać, a ona na mnie.


 Adam... Również chodzi z nami do klasy. Ciche, spokojne, filozoficznie przerośnięte. Z początku moja irytacja na sam jego widok sięgała zenitu i zdawałoby się, że zaraz pognam po nóż, lub uduszę go gołymi rękoma. Kiedy tylko moje uszy usłyszały jego imię, a oczy zarejestrowały jego postać, włączała się we mnie czerwona lampka z napisem: alert! Działał na mnie jak płachta na byka. Przez długi czas toczyliśmy ze sobą odwieczną wojnę dobra ze złem. Oczywiście wiecznie narzekał, że to on jest tym złym, a ja go wciąż unicestwiam. Moja odpowiedź: peszek. Heh... nie cierpi tego. :) Ale w końcu nauczyliśmy się jakoś się ignorować, a teraz to nawet uda nam się normalnie porozmawiać. :) To chyba przez tą niezgodność charakterów, on pasuje do Klaudii. W końcu dwa Raki.


 Tomek. Chodzące swoimi drogami indywiduum. Nic go nie obchodzi, kieruje się jedynie sobą i swoim kodeksem. Jeżeli chce, potrafi być miły. Za to jest egoistyczny i powierzchowny. Tomuś – pozdrawiam! :) Nareszcie dowiesz się nieco prawdy o sobie! Hmm... Nie, nie dowie się. On sobie z tego już doskonale zdaje sprawę. :) Lubi manipulować ludźmi i raczej zajmuje się sobą. Nie lubię tych jego cech, ale nikt nie jest idealny. Jest za to interesującym człowiekiem o bogatym wnętrzu, którego raczej nie lubi ujawniać. Dla przyjaciół jest w stanie zrobić naprawdę wiele. Nie można się z nim nudzić, zaraz... można, ale to raczej rzadkość. :) On i ja to dwa dzikuski w naszym wesołym gronie, które potrafią roznieść wszystko w mak. Tak to jest, kiedy zejdzie się Koziorożec z Wodnikiem. Jedno wielkie szaleństwo! :) Bardzo pozytywnie, naprawdę. :)


 Marzena. Heh... Czasem naprawdę uważam, że trafiła się nam gratisowo. :) Nie no, żarcik Marzenko moja droga. Również chodzi ze mną do klasy. Jest naprawdę fajną koleżanką. Jednak Skorpion to nie dla mnie... :) Tak to już z nami jest, kiedy spotka się cała gama żywiołów. Gotuje się nam koniec świata... :)

 

 Trudno jest znaleźć wśród czarnego błota mały pierścionek ze szczerego złota. Lecz jeszcze trudniej w ogromnym tłumie znaleźć człowieka, który Cię zrozumie.


Pozdrawiam. :)


WęDrowcze Widzenie Duszy Oczyma

envoy 23 Listopad, 2009 18:42 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

 Ciii... Czy słyszysz...? Tę ciszę? To ona mnie kołysze do snu. Mętnym spojrzeniem ogarniam wszystko. Czy koniec już blisko...? Dziś, jak nigdy moje serce tęskni za czymś... Choć raz poczuło, tak dawien dawna... Ale nie zapomniało aż po dziś dzień, to prawda pradawna. To uczucie jakże silne, trwające, dające mi siłę i wiarę. Jak skała, opoka i wciąż mnie wzywa. Oczy moje, otwórzcie się na wołanie! Uszy moje, usłyszcie wezwanie! Zamykam powieki i widzę mych przodków krainę... Cisza... Wiatr... Porusza drzewami, i traw źdźbłami... Czy czujesz to, co ja...? Nie. Wsłuchaj się... To wiatr... Oni mn... … ...

  Nadziejo... Jakże twe oblicze dziś jaśnieje nade mną! To Twe myśli wciąż słyszę w głowie i przekładam wraz z sercem ponad rozum.

  Nadzieja jak ptak rozpościera skrzydła rozlegle i trąca nimi po Ziemi, Niebie przebiegle. Dotyka każdego, kto wolność kocha i do każdego przylatuje jak tchnienie Boga. Przysiada na ramieniu umęczonym trwogą i czeka, pokrzepia i raczy przestrogą... Płochliwa nie jest jak reszta kruków, co umykają w miarę czasu i wydarzeń, bo nie lubią spłacać długów. Ona ostatnia umiera, nie odlatuje strwożona, a raczej trwa jeszcze po śmierci ludzi, do tego stworzona. Na nowym przysiada konarze i szepcąc opowiada o koszmarze Ludzi Niebios. Bo my bliżej Boga niźli Aniołowie, tylko ślepi i głusi jesteśmy w jej słowie...

  Czyźli Bóg przy serca tchnieniu ułożył mą duszę na kamieniu co chłodzi zapały gorejące? Pozwól mi, Matko, trwać w umęczeniu. Niech wyraz tego nie znika, niech trwa przy mnie i mnie przenika. Jedyny to sposób, by pamiętać... Niech wiara mą opoką, tak silną, szeroką. Niech otworzę ramiona i świat ogarnę, zamknę w uścisku wiecznego celu. Niech walczę, niech kocham, niech trwam w swym biegu! Ganiaj! Popędzaj, nie dawaj mi zasnąć przed nocą! Karć i walcz ze mną przemocą, by ramię moje zawsze walczyło. Dla innych, za innych, dało się ciąć i gniło, jeśliby to uratować innego miało. Jeżeliby to przysporzyć wiary i siły im chciało. Uczyń mnie narzędziem sprawiedliwości, niech ból goreje do krwi i kości. A gdy sen wezwie mnie na spoczynek, Ty utul mnie, ukołysz...

Nie pozwól sercu kamieniem się stać, na którym leżę... Nie pozwól stwardnieć i śnić, jak ci królowie potężni, co rzeki strzegą przez wieki. Nie pozwól mi stać się na innych podobieństwo kukłą trwożliwą. Niech mam serce i rozum i duszę pożądliwą. Marionetkami losu dziś ludzie się stają, na sznurkach czasu swe błędy powtarzają, bo ślepi i głusi...


Uczucia

envoy 23 Listopad, 2009 18:30 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

 Dzisiejszy dzień nie przedstawiał się dla mnie pozytywnie. Już od pierwszych godzin nic mi nie wychodziło i towarzyszyło temu uczucie jakiegoś niespełnienia. Potem jazda konna. Koń wcale nie chciał mnie słuchać i moje starania się wyglądały naprawdę komicznie. Co prawda, było mi przykro, ale chyba nie mogę od siebie wymagać aż tak wiele, skoro to był mój trzeci raz samodzielnej jazdy. :)

 Ale nawet te zdarzenia nie były bardziej przykre od czegoś, co udało mi się odkryć. Było to naprawdę smutne i przytłaczające. Okazało się, że znów ktoś mnie wykorzystał. Że moje uczucia nic dla nikogo nie znaczyły. Ta osoba potraktowała mnie przedmiotowo, jak gdyby moje życie nie miało żadnej wrtości. Przypisano mnie do płytkiego marginesu tylko dlatego, że mój umysł pozwolił sobie odkryć uczucia względem drugiej osoby. Czuję się jak rzecz. Jak coś naprawdę niewiele znaczącego. Ktoś zmieszał mnie z ziemią i teraz już wiem, że naiwność pozosanie we mnie do końca życia... Bo wciąż ufam i wciąż ktoś mnie zawodzi. Czy jest ktokolwiek, kto mnie nie zawiedzie...? Pewien mój znajomy, ksiądz powiedział, że ludzie zawsze będą zawodzić. I nie możemy patrzeć na nich z perspektywy tego co robią źle, ale tego, co zrobią dobrego. Być może, ale tak nie powinno być. Nie powinno być tak, że jeżeli ktoś dla kogoś zrobi coś dobrego, jest to wielkie święto. Ludzie zostali stworzeni do dobroci, nikt nie urodził się zły. Ale wraz z pewnym zdarzeniem naszych przodków ludzie otrzymali wybór. I niestety wybierają to, co łatwiejsze, czyli zło. Dlatego takimi się stali... Czuję się naprawdę źle, bo myśl, że mogę coś dla tej konkretnej osoby znaczyć sprawiała, że chciało się żyć. Ale ponownie okazało się, że to tylko ułuda, że nie stworzono mnie po to, by mnie kochano... To naprawdę podłe uczucie dowiedzieć się, że było się kolejną naiwną, głupiutką i łatwą istotą...

 

 Jak zółty, jesienny liść - taki jest los człowieka. Nie wie skąd przyszedł, dokąd ma iśc i co go jeszcze czeka. 


Travelers

envoy 22 Listopad, 2009 20:37 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

  Nie wszystko jest tym, co się zdaje. Czy prawda kłamstwem nagle się staje, kiedy my – ludzie omylni i słabi, zinterpretujemy ją błędnie? Czy kto powie mi kim jestem? Poszukuję siebie z każdym protestem. Usta me, rzeknijcie słowo, co prawdą będzie nieomylną. Nim wydasz wyrok pomyśl najpierw i potem wystąp z buntem duszy niespokojnej. Nie ustępuj myśli niepokornej.

  Czy ktoś mnie widział? Czy ktoś coś słyszał? Jakże trudno usłyszeć coś, czego się słyszeć nie chciało. Ból i słabość – dla innych to mało. Wyznanie pewne me myśli odmienia. Przyjąć czy odrzucić? To reguła patrzenia. Zaskoczenie nagłe i nie wiem co rzec mam jemu. Dlaczego to powiedział? Czy myślał o cieniu, który będzie nas za to prześladował? Nic już nie będzie jak dawniej bywało, starać się temu zapobiec to naprawdę mało...

  Nic nie jest tym, co się zdaje. Życie to ciągła próba wskrzeszenia tego, kim było się wieki temu. Łatwiejszą dziś drogę człowiek obiera, prawdy i honoru się każdy wypiera.


 „Cold be heart and hand and bone. Cold be    travelers   far from home. They do not see what lies ahead, when sun has failed and moon is dead.”

fr. tekstu z Władcy Pierścieni


DoJazdy!

envoy 22 Listopad, 2009 18:32 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

 Wczorajszy wieczór zaczął się niemal tragicznie. Bus do pobliskiego miasta miał jechać o 17.17. Jako, że jestem raczej przezorną osobą, która nie lubi, gdy coś jej ucieknie lub się spóźnia, moja noga pojawiła się na przystanku już przed 17.00. Po jakimś czasie przyszło więcej ludzi, większość znam osobiście, bądź z twarzy, bo jednak mieszkamy we wsi.

 Wiec czekamy... I czekamy... I czekamy... I mija juz godzina, a transportu jak nie było tak nie ma. Kilku ludziom już puściły nerwy i wynieśli się z przystanku. "Cudownie, nie jedzie..." Znajoma właśnie miała dzwonić do kierownictwa busów z zamiarem złojenia im skóry, kiedy nagle podjechał samochód. Okazało się, że mama przywiozła auto jakiejś dziewczynie, która wcześniej zadzwoniła do niej, że bus nie jedzie. Ta więc zerwała się z miejsca i ruszyła ku samochodowi. Widząc po drodze siedzącą obok mnie, jak się okazało, wspólną znajomą, zaproponowała, że ją podwiezie. Potem spojrzała na mnie i zapytała, czy ja też chcę jechać. "Czy chcę jechać?! Kobieto, ratujesz mi skórę!" Kolejny bus miał jechcać za kolejną godzinę. Więc ruszyliśmy. 

 Po drodze do domu kumpla ogarniał mnie szał. Dosłownie niemal wszystko przyprowadzało mnie o obłęd i wściekłość. Przez te busy tak wiele spraw mi uciekło, że aż była ochota rozszarpać coś po drodze. Takie wyprowadzenie z równowagi naprawdę nie sprzyja człowiekowi. Zaczyna złorzeczyć pod nosem na cały świat i rzucać jakieś ostre docinki. Kiedy tak moje nogi szybkim tempem wędrowały po chodniku, było we mnie uczucie burzy. Ludzie patrzyli ze zdziwieniem, wymijali mnie nieco szerszym łukiem niż zwykle, a we mnie na te idiotyczne zachowania jeszcze bardziej burzyła się krew i jeszcze większa fala wściekłości napływała. 

 Kiedy jednak po jakimś czasie moje oczy ujrzały człapiące chodnikiem trzy postaci, uśmiech sam wcisnął mi się na usta. Burza gdzieś zniknęła. Nie rozpoznali mnie od razu, dopiero kiedy stanęlismy przed sobą i się przywitaliśmy, skumali, że ja to ja. Pognaliśmy więc po kebaby, a potem do domu Adama. Na początu atmosfera była nieco spięta, zważywszy na mój humor, ale wystaczyło, że odpalili mi Residenta na komputerze, a człowiek juz się odstresował. :) Potem poszły w ruch filmy, a Adam - gospodarz - należycie wyciągnął winko z półki. Me krytyczne oko zerknęlo na etykietnę i kształt butelki, po czym padł wyrok: dobre. :) 

 Wieczór minął na śmiechu i zabawie. Nikt nie spał, a nawet jeśli chciał, to ktoś mu skrupulatnie to umiemożliwiał. :) Rano na busa, do kościoła i do domu, żeby się w końcu wyspać. Cała noc wojowania potrafi zwalić z nóg.  :) 

 Pozdrawiam i życzę równie miło spędzonych chwil.  :)


Pomoc

envoy 21 Listopad, 2009 15:41 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Nad sennym obłokiem,

Skry płoną potokiem.

Duszę mą mrok okala,

Me oko widokiem okrutnym się skala...

 

Pomóż mi pomóc 

Temu, co pragnie. 

Pomóż usłyszeć, 

Nim noc zapadnie. 

 

Boże... Jak tu cicho...

Samotny, sam, dla siebie

Wszystko mu jedno czy to

Właśnie wypadnie na ciebie.

 

Dodaj mu sił,

By wahać się bał.

By przyszedł i był

I bestią się stał.

 

Dla tych... co

Łzy innym wyciskają potokiem

I skry zapalają mrokiem

I...  

 

 


Ku PamięCi.

envoy 20 Listopad, 2009 19:32 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

 

- Na moją komendę - baczność! - Nasze głowy dumnie powędrówały ku górze, a pierś wypięła się w przód. Plecy wyprostowane jak struna i dłonie na szwach spodni. Po chwili zaczął wiać lekki wietrzyk. Moje płuca wciągnęły świeży powiew wolności. Zmiany... Jesienne liście zerwały się z gałęzi pobliskich drzew i przemykając pomiędzy nami zwiastowały niepokój. W mej głowie wciaż brzmiało "Z trzydziestu pięciu wyjeżdżających na misję, do kraju powróciło dwudziestu..." Dwudziestu iluś, mój słuch nie zarejestrował ostatniego słowa, gdyz fala myśli i emocji spadła na mój umysł. "Nie mówi się o rannych, nie mówi się o wszystkim, nie wszystko pokazuje się w mediach. Prawda jest taka, że wyjeżdżamy na kontakt co dwa dni, czasem częściej. Topografia terenu jest niezwylke trudna..." Nasz gość opowiadał, a moje oko rejestrowało nagranie z Afganistanu wraz ze zdjęciami. Właśnie pokazywano uroczystość pożegnalną zmarłego żołnierza polskiego...

- W lewo - zwrot! - Moje myśli powróciły do teraźniejszości. - Za mną, biegiem - marsz! - Ruszyliśmy za dowódcą w teren. Przybyły gość uczył nas zielonej, czarnej taktyki, sposobu poruszania się w terenie zabudowanym. Dużo mówił, dużo pokazywał. Mój wzrok wędrował po zebranych, uważnie go słuchających. Nikt jednak nie dostrzegł jego niezwykle smutnych, przygaszonych oczu. Jakiegoś widma... Ponowne wspomnienie na pożegnanie polskiego żołnierza i łza w oku... Jakiś smutek, żal, ból, niezrozumienie... Mój umysł otrząsnął się ze wspomnień, bo właśnie wstawaliśmy, by pobiec dalej. Poczucie bezradności i wstydu. Bo nie potrafimy się zatrzymać, wspomnieć, przemyśleć... Myśl, że wszyscy jesteśmy Ikarami...

 Przede mną ukazał się niewielki uskok w terenie. Cudownie, tak bardzo chciało mi się nieco pobiegać, poszaleć, poskakać. Odpocząć od umysłu. Moje ciało przygotowało się do skoku i lądowania... Nagle trzask i moje zwłoki u


Powered by LifeType
© 2006 - Design by Omar Romero (all rights reserved)

RANKING STRON. Darmowa reklama w internecie. Darmowe statystyki TOPLISTA. Najlepsza toplista. Ranking. Fajne forum dyskusyjne - ranking forum. Najlepsze fora.
BlogiPlotki